
Pod koniec lipca 2025 byli u nas goście z Norwegii na kryciu. Mimo, że spotkanie miało miejsce kilka miesięcy temu, dopiero teraz mam czas, aby nadrobić ważne wpisy w mojej hodowli, a odwiedziny Guro i Sturle z pewnością do takich należą, zostaną w mojej pamięci na zawsze i chcę je uwiecznić na swojej stronie.
Kiedy pierwszy raz napisała do mnie długiego maila Guro z prośbą o krycie i pomoc w dopasowaniu któregoś z naszych samców do jej suczki, wiedziałam, że na pewno musi to być samiec z doskonałym pigmentem ( genetycznie czarny pies) i czarnym okiem. Ich suczka Blomma jest szara, nieco długa w formacie i ma jasne oko, dość szeroką mózgoczaszkę, tu widziałam pole do pracy szczególnie nad głową, którą lubię się zajmować w tej rasie. Intuicja i „bicie serca” od razu podsunęły mi Nói jako najlepszy wybór dla Blomma (Taiwara's Oak). Nói poza doskonałym pigmentem, jak u czarnego psa, absolutnie unikatowym układem Alleli, śliczną wąziutką główką, ma bardzo zwarty format. Jest w pewnym przerysowaniu „kwadratem na wysokich nogach”- samiec wprost idealny dla nieco długich suk i z celem hodowlanym - poprawą głowy i pigmentu.
Wszystko było do tego stopnia przemyślane i zaplanowane, że kiedy Guro i Sturle podjechali swoim kamperem pod mój dom w Częstochowie, od razu zabraliśmy się za zdjęcia przyszłej „pary małżeńskiej”, zanim psy się kompletnie rozproszą planowanym kryciem. Udało się wykonać kilka pamiątkowych kadrów, które miały być przeznaczone do zapowiedzi miotu, po czym od razu przystąpiliśmy do pracy na piętrze domu.


Nói jest bardzo wrażliwym i mądrym pieskiem, prawdziwym indywidualistą, ale do tego stopnia, że miewa swoje dziwactwa. Łatwo go czymś zniechęcić, trudno przekonać do tego czego nie chce i nie jest przekupny. Albo mu coś w duszy gra, albo zapomnij o współpracy z nim. To samiec, który chadza swoimi ścieżkami. Mamy niepisaną umowę między sobą, że w pierwszym kwadransie spaceru Nói od razu znika w otchłani wolności pól i zarośli. Zawsze jeszcze odprowadza mnie ten pytający wzrok „Naprawdę mogę zerwać się na trochę?”, kiedy widzi, że nie protestuję i nie próbuję go zatrzymać ze stadem, zrywa się z nieopisaną radością i niezależnością. Bardzo często wraca pod koniec spaceru, kiedy pakujemy już psy do samochodu, więc musi gdzieś z oddali monitorować całą sytuację. Nói też jest wybredny jeśli chodzi o suczki i to, że dana suczka jest w cieczce i jest gotowa na krycie, nie znaczy, że on ma z tej szansy skorzystać. Miałam z tym samcem dwie sytuacje, gdzie wybrał ostentacyjnie łapanie motylka w ogrodzie, niż suczkę, która się prężyła przed nim, albo wręcz poirytowana goniła go i prowokowała do połączenia. Nie lubi on też stania nad nim i patrzenia się na niego :) Tak też stało się w tym pokoju na piętrze mojego domu, gdzie poszliśmy zamknąć się z psami. Zaloty, gra wstępna, kilka prób wejścia Nói na Blomma, ale bez widocznego entuzjazmu. Po godzinie takiego modlenia się nad tą parą, przerwami z wychodzeniem do ogródka, zaobserwowałam, że problem może stanowić dla Nói postawny wygląd Sturle, który niczym potężny wiking z długą brodą rozsiadł się w uszaku i nie odrywał wzroku od tej pary psów. W dodatku miał na głowie kapelusz! Dla Nói to było już za dużo :) Sześć par oczu wklejonych w niego, pełnych napięcia i oczekiwań, a w tym wszystkim wielki wiking z brodą do ziemi i w dużym kapeluszu na głowie! Niestety, ale ja po dwóch godzinach, znając mojego „dziwaka”, wiedziałam, że nici z tego krycia.

Mogło też być nieco za późno już, Guro i Sturle przyjechali na ostatnią chwilę, to był 14-15 dzień cieczki i progesteron wyrzucony w kosmos, być może dla Nói bodziec był za słaby jeśli chodzi o Blomma, a za mocny jeśli chodzi o nas- gapiące się na niego otoczenie. Widać było też, że srom Blomma nie jest już taki rozpulchniony, zaczyna być mniejszy.
Czułam ogromną odpowiedzialność za to krycie, podziw i szacunek do wysiłku na jaki zdecydowali się koledzy Norwedzy, wybierając w tak długą trasę kamperem na krycie do mnie. Aby uratować sytuację, bo zrobiło się stresująco i wiedzieliśmy wszyscy, że dziś - teraz to ostatni moment prawdopodobnie na krycie dla tej suczki, zaproponowałam samczyka Picasso. Picasso jest „czarnym psem” w podstawie, ma czarne oko niczym szlachetny onyks, czarny nos, wargi i czarne pazury. Ale miał ważną cechę budowy, podobnie jak Nói - bardzo krótkie - zwarte ciałko, idealnie wpisane w kwadrat - dokładnie taki format jakiego potrzebowała Blooma u samca.
Była jeszcze inna kwestia, która przeważała szalę na stronę Picassa ( mam w swoim domu kilku reproduktorów), ale ciężko mi było to wytłumaczyć z takim poziomem angielskiego jaki mam w mowie, nie narażając się na niezrozumienie, bo Picasso generalnie jest małym pieskiem, ale charakterystyczny dla tego małego wariata jest też malutki penisek, który jest niewybredny i sprytny na tyle, że wchodzi za pierwszym razem we wszystkie szczelnie pozamykane komnaty:) To co nie udaje się nawet najbardziej doświadczonym reproduktorom, Picasso zdobywa jak taran, bez grymaszenia, bez zastanawiania się i podchodów. I tak też było tym razem :) Tylko go przyniosłam na piętro, od progu połączył się z Blomma:)
Goście wyjechali ode mnie chwilę przed 22:00 późnym wieczorem, ale następne 2 dni spędziliśmy znów razem. Pokazywałam im moje miasto i okolicę, a nawet udało mi się ich namówić każdego dnia o poranku na dwa spacery „na naszych polach” 15 km od domu, mimo panujących upałów. W podróży byli też ze swoją drugą charciczką, czarną Flat Retriverką i dwoma chartami węgierskimi, więc cieszyłam się bardzo, że udało mi się ich namówić na długie spacery i pokazanie im kawałka naszej codzienności, bo i pieski z tego skorzystały. Zostali też poczęstowani typowym śląskim obiadem, który zawsze gotuję naszym zagranicznym gościom z pomocą mojej Mamy. Ja biorę na siebie gulasz wołowy i kluski śląskie z dziurką, a moja Mama przyrządza kapustę czerwoną na ciepło:) Goście byli zaskoczeni gościnnością i oczywiście nie przejedli tych porcji :) Guro upierała się, aby powtórzyć następnego dnia na spacerze krycie Picassem i choć nie miało to już sensu, zgodziłam się, bo też pamiętam swoje pierwsze wyprawy zagraniczne na krycie i chęć powtórek. Oczywiście Picaasso dał radę za pierwszym podejściem;)

Jako, że wpis tworzę po czasie, mogę już pochwalić się rezultatami tych wspaniałych odwiedzin - mimo bardzo późnego krycia - osiągniętą ciążą oraz narodzinami prześlicznej suczki o domowym imieniu Baby. Co prawda Guro i Sturle doczekali się tylko jedynaczki, ale za to jakiej! Nie zawsze ilość jest ważna, przecież w hodowli dużym sukcesem jest już jedno piękne i jakościowe szczenię w miocie. I taka właśnie jest Baby - piękna, jakościowa suczka, o doskonałych proporcjach i czarnym oku po ojcu! Oczywiście Baby została z nimi, ustawia po kątach duże charty węgierskie i flata, czuje, że jest najważniejsza i wyczekana, a przed nią już właściciele szykują wspaniałą karierę wystawową. Cieszę się, że moje psy i nasze wspólne decyzje mogły dać początek budowaniu swojej linii psów z przydomkiem Eos Boreas i mam nadzieję gościć Guro i Sturle jeszcze nie raz.







The article written by: