Przyciągamy to czego się boimy. Uporczywe zamartwianie się, strach i czarne scenariusze po zakupie szczenięcia charcika włoskiego z hodowli, a szczególnie po straszeniu przez hodowcę w licznych rozmowach i formularzu z pytaniami, może na ironię przyciągnąć nieszczęśliwy wypadek. Ile to razy byliśmy zaskakiwani w życiu napotykając na osobę, o której akurat myśleliśmy intensywnie, albo otrzymywaliśmy niespodziewanie od niej telefon czy wiadomość. Tak to działa niestety, dlatego tak ważna jest higiena myśli, ucinanie czarnowidztwa, albo zwyczajnie ubezpieczenie swojego charcika włoskiego, aby spokojnie spać po nocach.
Kiedyś moja przyjaciółka zwróciła mi uwagę, czytając nasz formularz z 36 pytaniami, który wysyłamy naszym zdecydowanym już na zakup szczenięcia nabywcom, że tak dużo piszę w nim o wypadkach i złamaniach, że ktoś mógłby pomyśleć, że to właśnie w mojej hodowli łamią się charciki. No właśnie nie łamią się, ale może dzięki tej ostrożności, dmuchaniu i chuchaniu na zimne, trąbieniu non stop o wymianie zębów ( od 2019 roku!), a ryzyku urazów w tym newralgicznym czasie.
Muszę się pochwalić, ze mamy zachwycające statystyki i na ponad setkę wyhodowanych szczeniąt tylko 5 połamanych i to w naprawdę groźnych wypadkach typu zderzenie obu młodziutkich psów z wielką siłą przy ogromnej prędkości, zrzuceniu szczeniaka na ziemię z 2 metrów przez właściciela, czy upadku z wysokiego łóżka podczas snu maleńkiego szczeniaka (10 tygodniowego)… O tych złamaniach poświęcę osobny wpis, bo chciałabym je opisać szczegółowo, aby ochronić w przyszłości inne nasze szczeniaczki przed niepotrzebnymi i głupimi wypadkami.
Pamiętam jak mnie zamurowało jak jeden hodowca prowadzący w Polsce prężnie działającą hodowlę charcików włoskich, rzucił mimochodem w rozmowie, że połamało się u nich „zaledwie 1/4 szczeniąt”. Przy dużych ilościach typu 150, czy 200 szczeniąt to jednak ogromna ilość w moim odczuciu. Choć pamiętam, że tego nie skomentowałam, pierwszy raz zwróciłam uwagę jak doskonale wypadamy w takim razie na tym polu. Właścicielom rozwiązują się języki na spacerach przy przypadkowych spotkaniach z charcikami i choć nie mają odwagi komentować publicznie swoich problemów z charcikami, żeby też nie zaszkodzić reputacji hodowcy, to bardzo narzekają na słabe zdrowie i połamania kości u swoich szczeniąt. Nie miałam pojęcia, że jest tego aż tak dużo. Ostatnio w Warszawie spotkaliśmy z Piotrem ludzi z roczną suczką już po 2 operacjach i z bardzo chorymi nerkami ( właścicielka tej suczki powiedziała, że cały miot ma chore nerki). Było nam jej bardzo szkoda, ale też przestraszyłam się nie na żarty…no bo jeśli w innych hodowlach jest tyle poważnych problemów, dlaczego i Nas miałoby w końcu jakieś cholerstwo nie dopaść? Narazie odpukać na 120 szczeniąt nie mamy żadnego chorego, nie mieliśmy też dotąd żadnych problemów z rzepkami kolanowymi, oczami czy sercem, ale też powierzyliśmy opiekę Chrystusowi i wierzę, że czuwa on nad naszymi pieskami. Dosłownie dwa razy właściciele zgłosili, że wykonali obowiązkowe badanie krwi z rozszerzonym jonogramem ( piszemy o tym w instrukcji obsługi, aby koniecznie to badanie wykonali nawet dwa razy podczas wymiany zębów) i szczenięta miały za dużo wapnia, sporą nierównowagę pomiędzy fosforem i wapniem, więc szybko kazałam odstawić im suplementy. Są to jednak niegroźne sytuacje, góra dwie na przestrzeni 10 lat!
W dzisiejszych naprawdę chorych czasach obciachem dla większości ludzi jest przyznanie się do swojej wiary, religijności w ogóle. Ludzie wręcz wstydzą się tego, że zostaną ocenieni przez innych jako zacofani. Wiara i duchowość są czymś pięknym i ważnym, są stałym integralnym polem życia i naszej ludzkiej natury. Może co niektórzy z Was będą się śmiać pod nosem czytając te słowa, ale trzeba się modlić i chronić swoich "mniejszych braci", wyrażać wdzięczność każdego dnia za bezpieczny i swobodny spacer ze swoimi charcikami, przyjąć Jezusa do swojego serca, bo on naprawdę zadba o ich zdrowie i bezpieczeństwo.
Pisząc o złamaniach nie mam na myśli, że w innych hodowlach hodowcy pracują na chorych psach, ale być może za mało mówią o uważności, o ostrożności podczas wymiany zębów, za mało uświadamiają właścicieli w jakich okolicznościach najcześciej dochodzi do wypadków i stąd potem tyle złamanych łapeczek? Może nie polecają zakupu kojca tak jak my?
My jak zawsze nadgorliwi, przewrażliwieni, nadmiernie martwiący się o nasze szczenięta, trąbimy o problemach i ryzyku od pierwszego kontaktu z właścicielem!
W zasadzie często nabywcy mówią nam, że kontakt z nami to jak antyreklama dla charcika włoskiego :) Wiem, że moje podejście może być zniechęcające, a po wypełnieniu naszej ankiety zdarzyło nam się, że ludzie zwyczajnie zrezygnowali z zakupu szczenięcia tej rasy. Myślę, że to dobre podejście i choć oczywiście chciałabym sprzedawać z łatwością nasze szczenięta i żeby zawsze trafiały do najlepszych domów, to jednak mam poczucie, że mówienie brutalnie o wszystkich plusach i negatywach posiadania tej rasy jest zwyczajnie moim obowiązkiem.
Do tej pory przekazywaliśmy numer telefonu do naszego ubezpieczyciela Pana Piotra z Generali, namawiając właścicieli aby od razu wykupili sobie ubezpieczenie od nieszczęśliwych wypadków do maksymalanie 5 000 zł - bo taki może być maksymalny koszt najdroższego zabiegu czyli osteosyntezy złamanej kości. W grudniu 2025 nawiązaliśmy jednak współpracę z PETCOVER i po godzinie rozmowy z szefem Panem Adamem jestem zachwycona ofertą, nowoczesnym podejściem firmy, ale co najważniejsze dla mnie Petcover nie piętnuje ras, nie każe ras. To frazy z języka ubezpieczycieli dosłownie
Charcik włoski nie będzie płacił więcej przez swoje predyspozycje do złamań kości promieniowej, oferta ubezpieczenia w górnej wysokości widełek cenowych ( maks 80 zł miesięcznie) wyczerpuje całkowicie większość potencjalnych zagrożeń z kategorii „nieszczęśliwych wypadków”. Ubezpieczenie i ochrona wchodzą w życie od następnego dnia od podpisania polisy i wykonania przelewu, a opiekunowie mogą liczyć, że ubezpieczyciel zwróci im albo 90%, albo 100 % wydatków jakie ponieśli w gabinecie weterynaryjnym. Petcover nie narzuca też swoich miejsc i przychodni, daje dużo większą swobodę decydowania właścicielom, trzeba jedynie zbierać faktury i dokumentację medyczną pamiętając o pełnym imieniu rodowodowym oraz chipie psa.
Nasze wyprawki zawsze były hojne i piękne, ale od tego roku zrobiliśmy krok dalej i mam wrażenie, że dzięki temu gestowi nasza wyprawka to coś więcej.
Chcemy podarować Państwu wraz z zakupionym szczenięciem z naszej hodowli także kartę podarunkową z dużą zniżką do ubezpieczenia Waszego charcika włoskiego. Dajemy aż 20% do ubezpieczenia na rok, albo dwie raty, jeśli wybierzecie płatność ratalną co miesiąc. Wierzymy, że ten zabieg mocno zachęci Państwa do tej decyzji i skorzystania z tej symbolicznej oferty.
Oczywiście każdy może wrzucić do wyprawki wiele cennych i drogich gadżetów, ale w moim przekonaniu prezentowanie karty podarunkowej do ubezpieczenia jest gestem najwyższej troski o swoje szczenięta i zapewni spokojny sen nie tylko właścicielom szczeniąt, ale i mnie. Bardzo przykładam się od lat, żeby szczegółowo i regularnie badać dorosłe psy, które używamy w rozrodzie. Badamy całe mioty jeżdżąc po całej Polce i do Czech, żeby badać nasze szczenięta u najlepszych specjalistów w rasie, których zaświadczenie czy certyfikat coś znaczą. A dokładnie odpowiedzialność za jego wystawienie i popisanie.
Im dłużej zatapiam się w rasie, im więcej edukuję, mam świadomość jak dużo szczęścia wciąż miałam do tej pory przez lata oraz, że badania i doskonałe wyniki nie muszą nas ochronić przed jakimiś chorobami w przyszłości, które nas zaskoczą czy wypadkami. Jestem hodowcą, który nie unika prawdy, nie chowa głowy w piach, wychodzi zawsze na wprost problemom i biorę pod uwagę, że im więcej się hoduje, tym z rachunku prawdopodobieństwa wychodzi, że więcej potencjalnych problemów i chorób może się w miotach pojawiać. Jasne. Tym bardziej chcę, aby wszystkie nasze szczenięta miały ubezpieczenie i nie chcę, aby kiedykolwiek, któryś z naszych właścicieli musiał się tak stresować jak Ci biedacy, których często spotykamy w Warszawie i innych dużych miastach.
20% do ubezpieczenia charcika włoskiego zostaje już na zawsze w naszej wyprawce jako stały element i z pewnością obok badań szczegółowych maluszków ( oczy, serca i rzepki kolanowe) - ubezpieczenie charcika włoskiego to drugi najważniejszy prezent :) Bardzo Was o to Państwo proszę, abyście korzystali i wykupowali te polisy, proszę śpijmy spokojnie po nocach.
Działamy w tej chwili we współpracy z Petcover i Panem Adamem, aby w przyszłości wszystkie nasze szczenięta opuszczały hodowlę już ubezpieczone 100%, ale potrzebujemy na to jeszcze chwili. W tej chwili oddajemy w Państwa ręce genialną ofertę ubezpieczenia i nasz 20% wkład. Stanę na głowie, aby w przyszłości w naszej wyprawce pojawiała się ta sama karta podarunkowa z pełnym pakietem dla Was.
*musiałam wrócić do edycji tego wpisu, aby zaznaczyć wkład w ten pomysł innego hodowcy - Anidy Cieślar prowadzącej od lat hodowlę Prestissimo. To ona podsunęła mi ten pomysł, zwracając uwagę, że jej marzeniem jest dawać w wyprawkach ubezpieczenie dla szczeniaka Kilka razy zostałam dosłownie okradziona z moich super pomysłów, a nawet ktoś bezczelnie wykradł nasze pytania z ankiety, którą w zaufaniu mu pokazaliśmy i potem udawał publicznie i bez najmniejszego zająknięcia się, że to jego autorskie pytania ( z serii "podchwytliwe") oraz to oni są pomysłodawcami ankiety z pytaniami. Niektórzy w imię maniakalnej i wypaczonej zasady "po trupach - do celu" wykradają bezpardonowo wszystko: pomysły i autorskie realizacje, zdania, wpisy, gotowe wykrojniki produktów, przypisując sobie wszystkie zasługi, w naprawdę obrzydliwy i narcystyczny sposób chwaląc się tymi "zdobyczami" publicznie, jako swoimi. Jestem od tego czasu przewrażliwiona na tym punkcie, uważam to za haniebne, naprawdę niskie i uważam, że trzeba podkreślać wkład innych osób, które nam pomogły na ścieżce rozwoju, miały swój wkład w rozwój naszych firm i działań i wymieniać je z nazwy, nazwiska czy choć podziękować, że pomysł jest od nich.
The article written by: