Główna Charcik Włoski Moje charciki Hodowla Handmade Teksty O Nas Kontakt

Sangue Azzurro

it all revolves around the italian sighthounds

Jak unikać złamań u charcika?

zdrowie

 

10405646_10153599861908206_6334184506722264962_nKażdy kto decyduje się by wieść spokojne życie z charcikiem włoskim, musi zdawać sobie sprawę z kilku ważnych rzeczy dotyczących ryzyka złamań.

 

WYMIANA ZĘBÓW

 

Zacznę od wymiany zębów. To okres, gdzie spotyka się w tej rasie najczęściej złamania, a organizm w tym czasie może mieć problem z utrzymaniem prawidłowej gospodarki wapniowo-fosforanowej we krwi. To też wiek, gdy charcik jest od niedawna poza hodowlą, w swoim nowym domu. Wymiana zębów u szczeniaka zaczyna się między 3-4 miesiącem życia, a kończy między 7-9 miesiącem. Nieraz dłużej. W tym czasie należy przede wszystkim młodego charcika dobrze odżywiać, dbając szczególnie o równowagę wapniowo-fosforanową. W moim odczuciu karmy suche, choćby najlepsze, mogą nie wystarczyć, a mimo to, że producenci zapewniają, że nic nie jest tak dobrze zbilansowane jak gotowiec w postaci karmy suchej - niestety z moich doświadczeń wynika, że w tym okresie szczególnie często zdarzają się niedobory nie tylko tych pierwiastków, ale i witamin oraz mikroelementów. Nie będę w tym momencie namawiać właścicieli młodziutkiego włoszczaka do zakupienia worka sztucznych suplementów, bo można nimi narobić więcej szkody niż pożytku, doprowadzić do sytuacji, że uszy charcikowi staną jak u zająca, albo jego nadgarstki będą miękkie. Namawiać jednak będę do badań krwi w tym okresie i to z rozszerzonym jonogramem. Badania są niedrogie i z pewnością lepiej wykonać je 2, 3 razy w okresie wymiany zębów, niż narazić psa na złamanie kości, mając pewność, że prawidłowo żywimy swojego szczeniaka i że niczego mu nie brakuje w diecie.

Jeśli badania krwi będą niepokojące, lekarz weterynarii, interpretujący wyniki powinien zalecić odpowiednią dietę czy suplementacje. 

W tym czasie uważałabym też z szaleństwami, dzikimi gonitwami i ryzykownymi skokami. Wiem, że to bardzo trudne, szczególnie między 6-9 miesiącem, gdy nasz charcik (do tej pory aniołek), zamienia się z dnia na dzień w dziką wiewiórkę, ale w tym czasie też najczęściej dochodzi do złamania ogonka, warto więc naprawdę być ostrożnym.

 

NOSZENIE SZCZENIAKA NA RĘKACH

 

Naprawdę można charcika nie utrzymać na rękach, szczególnie jeśli bierze go osoba nie mająca doświadczenia z rasą. Wystarczy, że wystraszy się czegoś nagle i może wyrwać się gwałtownie z Twych objęć. W takich chwilach są tak zrywne i silne przy okazji, że taki wyskok z Twoich ramion można porównać do skoku zrywnego kota. Z tym, że kot wyjdzie najczęściej z takiego dynamicznego skoku obronną łapą, a charcik już nie, spadając z wysoka na podłogę. Uważać więc trzeba z małymi dziećmi, bo one szczególnie lubią nosić swojego pieska na rękach. Uważać też trzeba z gośćmi, którzy witając się, często biorą charcika na ręce. Nie pozwalajcie na to, charciki z natury są nieufne wobec obcych i dużo lepiej jeśli gość usiądzie na kanapie i poczeka, aż włoszczak sam do niego przyjdzie przywitać się na miękkiej, bezpiecznej kanapie.

 

Jeśli chodzi o skoki z wysokości, nie pozwalałabym na pewno na żadne chodzenie po stołach, czy już absolutnie wskakiwanie na blaty kuchenne.

Charciki potrafią skakać bardzo wysoko, widok charcika odbijającego się z ziemi i całującego swojego właściciela po twarzy nie należy do rzadkości.

Nie ma co kusić losu, dlatego lepiej nie zostawiajcie jedzenia na stołach i blatach. Ciekawski charcik znęcony zapachem stygnącego dania, może naprawdę znaleźć sposób na dostanie się na blat kuchenny, a skok na śliską glazurę z tak wysoka może się skończyć złamaniem.

 

DRZWI

 

O drzwiach było już w artykule o niebezpieczeństwach, ale wymaga on powtórzenia tutaj raz jeszcze. 

Drzwi - w domu i w samochodzie. Mając charcika, dosłownie trzeba mieć oczy z tyłu głowy. Zanim człowiek zamknie jakiekolwiek drzwi, musi się obejrzeć z 10 razy czy nie ma w nich łapy czy głowy charcika. Znam przynajmniej 2 przypadki połamanej żuchwy, która została zamknięta z impetem w drzwiach samochodu. O ile łapę możesz unieruchomić na 6 tygodni, nie bardzo można to zrobić z żuchwą, pies musi jeść i pić codziennie, to naprawdę paskudne złamanie. One są niezwykle zwinne i to jest moment. Dlatego charcik powinien podróżować albo w transporterze, albo w szelkach przypięty pasami. Ja preferuję do samochodu albo klatki metalowe, albo miękkie materiałowe transportery.

Oba rodzaje transporterów są w samochodzie mocowane stabilnie plastikowymi taśmami zaciskowymi, tzw. trytkami. 

W domu trzeba uważać na przeciągi, żeby drzwi nie zamknęły się z impetem na charcikowej łapce, głowie czy ogonku. Charcik chodzi za nami jak cień, musimy mieć odruch aby zawsze oglądać się do tyłu, czy to w drzwiach wejściowych wewnętrznych czy balkonowych, sprawdzając czy nie ma w nich charcika. Szczeniak bardzo łatwo może też zostać zdeptany, są niezwykle szybkie i ciągle pod naszymi nogami. Nadepnięcie szczeniaczka, może być śmiertelnie niebezpieczne, ja mając szczeniaki dosłownie szuram nogami po podłodze, ale staram się nie stawiać normalnych kroków.

 

AKTYWNOŚĆ

 

Warto powiedzieć głośno o jednej ważnej rzeczy - zdarzają się charciki połamane chwilę po odebraniu z hodowli. Z czego to wynika? Hodowcy w obawie o delikatność charcika i kontuzje, nadmiernie je „chronią”, niwelując wszelkie skoki i potencjalnie niebezpieczne sytuacje już w hodowli. Taki charcik wychowuje się od małego w kojcu, gdzie ma tylko kuwetę i legowisko na ziemi. Przez brak „placu zabaw”, toru przeszkód, czy zwyczajnych niewielkich powierzchni (skrzynek, schodków) przeznaczonych do pierwszych skoków, nie wzmacnia swoich stawów, mięśni, ścięgien, które jakby nie było chronią i wzmacniają układ ruchu. Wiem, że tacy hodowcy chcą dobrze i chcą chronić swoje „psie dzieci”, ale niestety to nie jest najlepszy pomysł, a efekt jest zupełnie odwrotny. Ile to razy słyszy się historię o charciku, który po paru dniach od przyjazdu z hodowli złamał sobie łapę skacząc z kanapy. Niestety za często. Te charciki podczas dorastania i całego dorosłego życia nigdy już się nie połamały, ale po operacji ich właściciele prowadzili z nimi odtąd aktywny tryb życia. Przypuszczać więc można, że do złamania nie doszło przez obciążenia genetyczne w danej linii, tylko zaniedbaną socjalizację i aktywność jeszcze w hodowli.

My hodowcy za często jednak zastanawiamy się jak to się dzieje, że nasze charciki w hodowlach nie łamią się, a tak często dochodzi do złamań u właścicieli. Obawiam się, że właściciele straszeni delikatnością charcika, mogą nie zupełnie dobrze się z nim obchodzić. To moje podejrzenia wynikające z lat obserwacji, ale chyba jest tak, że właściciele za bardzo się z nimi obchodzą jak z jajkiem. Nadmiernie chuchając i dmuchając na nie, ograniczając ruch tylko do krótkiego spacerku na smyczy wokół bloku, a w weekend od czasu do czasu umawiając się na spacer z innym zaprzyjaźnionym charcikiem. Taka minimalna aktywność to stanowczo za mało, potem byle dołek, nierówność, skok na śliską powierzchnie i niewyrobione mięśnie, stawy, ścięgna, a wreszcie nieprzyzwyczajone do takich naprężeń jak podczas skoku kości, łamią się. 

Dieta też ma na tę sytuację ogromny wpływ - z przykrością muszę stwierdzić, że większość charcików u właścicieli jest stanowczo za chuda. Niestety, ale taka jest prawda. Charciki mieszkające w hodowlach często prezentują się dużo lepiej i zdrowiej. Wielu ludzi upiera się, aby charcika karmić suchą karmą, której charcik najczęściej nie lubi, albo traktuje jak zło konieczne. To tak niewiele jedząca rasa, że właściciel nie zbankrutuje karmiąc je mięsem czy to surowym, czy gotowanym, albo dobrymi jakościowo puszkami (https://www.terracanis.co.uk).

Niestety zdarzyło mi się usłyszeć od właścicielki suczki charcika włoskiego (której wychudzony wygląd zwraca uwagę wielu ludzi ze środowiska) że ona, właścicielka „Tak lubi. Jej się tak podoba” :( Na domiar złego, ta suczka bierze udział w wyścigach chartów, właścicielka prowadzi psa wedle swojego „widzi mi się”, a nie zdrowego rozsądku. Suczka będąc u mnie na hotelu rzucała się pazernie na jedzenie, udało mi się poprawić jej wygląd, niestety na krótko :( Po powrocie do małżeństwa właścicieli, Pani z klapkami na oczach wróciła do swoich zwyczajów żywieniowych (dwie małe garsteczki suchej karmy w ciągu dnia, tyle ile zaleca producent na opakowaniu).

Podsumowując - aktywność i dobrze zbilansowana dieta ma zasadnicze znaczenie w ochronie kości i całego układu ruchu. Charcik powinien pochodzić z hodowli, gdzie prowadzona jest surowa selekcja pod kątem złamań w danej linii. Powinien być zakupiony z hodowli, w której już na nadesłanych filmikach czy zdjęciach widzisz w kojcu szczeniąt spory plac zabaw i elementy-konstrukcje, z których szczeniaki mogą skakać na ziemię, albo szaleć w ogrodzie. Po przyjeździe do nowego domu charcik powinien znać różne powierzchnie, po których będzie chodził i na które będzie skakał. To już rola hodowcy aby dostarczyć mu tego typu bodźce dużo wcześniej. Zdarzało mi się słyszeć od świeżo upieczonych właścicieli włoszczaka, że teraz odkąd jest charcik, w każdym pokoju są dywany, a szczególnie w miejscach gdzie stoją fotele i kanapy. To nie najlepszy pomysł i muszę podkreślić, że zdrowy charcik, pochodzący ze zdrowych nie obciążonych złamaniami linii, odpowiednio socjalizowany i żywiony, nie powinien się łamać podczas skoków i normalnych aktywności w ciągu dnia. 

Młodego charcika do roku czasu nie można znów nadmiernie forsować, z uwagi na rozwijający się układ kostny, ale każdy charcik musi znać skoki z kanapy na różne powierzchnie oraz swobodne gonitwy bez smyczy z psami o tej samej wadze i gabarytach. Należy zadbać o to aby charcik raz dziennie mógł się swobodnie wybiegać. Czy to będzie krótki sprint na piaszczystej plaży, czy swobodny trucht przy rowerze właściciela, czy po prostu spokojny godzinny spacer - zadbajcie o to przez cały rok, niezależnie od pogody, a charcik odwdzięczy Wam się szczęśliwym i długim życiem w zdrowiu.

To są wbrew pozorom bardzo silne i odporne psy. Charcik jest wszechstronny, możesz zapewnić mu krótkie interwały sprawnościowo-kondycyjne, możesz też trenować z nim Agility, a jeśli zdecydujesz się wybrać na przejażdżkę rowerową wśród pól, wytrwale i dzielnie będzie Ci towarzyszył.

W miastach są specjalnie przeznaczone do biegania ogrodzone wybiegi, ludzie wyszukują plaże blisko rzek, gdzie w nieco dzikszym terenie umawiają się, spotykając w kilka par i puszczając włoszczaki swobodnie. Ja mieszkając dawniej w miejskiej dżunglii w Centrum Warszawy, pakowałam każdego ranka charciki do samochodu i wywoziłam kawałek za miasto, puszczając je wolno w lesie Młochowskim. Nasza dziewczynka z miotu „M” trenuje Agility z właścicielami, a chłopiec, jej miotowy brat towarzyszy swojemu właścicielowi każdego ranka podczas uprawiania jogging’u. Każdy musi znaleźć swój sposób aby zapewnić charcikowi odpowiednią dawkę ruchu i podkreślać to będę jak mantrę - to jedyna i najlepsza droga do długiego i zdrowego życia z charcikiem włoskim bez złamań.

 

NIE SKACZ!

 

Na koniec przydatna rada, niech każdy weźmie sobie ją do serca - jeśli wszedłeś do domu, w którym Twój charcik dumnie siedzi na parapecie, pianinie, albo blacie kuchennym czy stole, nie krzycz. To bardzo ważne. Nie reaguj w żaden sposób emocjonalnie. Wiem, że serce w takich chwilach łomoce dość głośno, ale zachowaj zimną krew i wykonaj następującą czynność: Podchodź normalnym tempem do tego miejsca gdzie wdrapał się charcik, ale zbliżaj się bokiem ciała ziewając. Nie nawiązuj kontaktu wzrokowego. Zbliżaj się bokiem, jakbyś chciał wziąć coś co leży obok charcika. Wśród psowatych są pewne konkretne sygnały i komunikacja z ciała, te komunikaty psowate rozumieją dużo lepiej i szybciej, niż słowa. W stadzie wilków i psów, osobnik, który podchodzi bokiem ciała ziewając przy tym, wysyła jasny komunikat: „Wszystko w porządku, nic od Ciebie nie chcę”. Kiedy jesteś już bardzo blisko, powiedz coś ciepło do charcika wyciągając ręce i ściągnij go z tego miejsca. 

Najlepiej zignoruj całe zajście i nie strofuj go, bo następnym razem zeskoczy od razu jak Cię zobaczy w progu. Po prostu wiedząc, że charcik robi to nagminnie i ma tendencje wspinaczkowe, niestety podczas nieobecności musisz zamykać go w ograniczonej przestrzeni, może w sypialni, gdzie nie ma mebli, a jest tylko łóżko. Mimo, że od szczeniaka uczę charciki by nie wchodziły na krzesła przy stole, a szczególnie stoły, mam jedną suczkę, która robi to nagminnie, znajdując w tym pewnego rodzaju zabawę. To już jej rytuał - jak tylko wyjdę z domu, wskakuje niczym wiewiórka - najpierw na parapet okna i ścieżką usłaną z mebli dociera do blatów kuchennych, przewracając na nich wszystko w poszukiwaniu jedzenia. Lubię ser żółty, który ma temperaturę pokojową, często więc wystawiam ser na blat aby się ogrzał. Suczka kilka razy upolowała taki kąsek i od tej chwili już nie ustaje w tym polowaniu na ser żółty. 

Kilka razy słyszałam o takich złamaniach, kiedy właściciel przerażony widokiem na jakiej wysokości znalazł się charcik, odruchowo krzyknął głośne: „Nieeee!!!!!”, biegnąc w jego stronę. Charcik wystraszył się i gwałtownie zeskoczył na podłogę łamiąc łapę, albo dwie. Myślę, że ta drobna rada oszczędzi wiele charcikowych łap.


Chcę dodać na końcu, że nie jestem lekarzem weterynarii i artykuły, które piszę, opieram na własnych doświadczeniach z charcikami, nie musisz się ze mną zgadzać. Dzielę się tymi szczegółowymi opisami z zakresu tematów najczęściej poruszanych wśród właścicieli charcików, wierząc, że komuś się one mogą przydać i być pomocne.

Strona używa cookies (ciasteczek). Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Zamknij